Rozdział 20
Zmierzała pospiesznym krokiem w stronę łazienki. Wiedziała, że jeśli w ciągu minuty się tam nie znajdzie, jej sukienka i reputacja będą miały kłopoty. Duże kłopoty. Tak. Zobaczyła drzwi szkolnej toalety. Jeszcze sekunda. I już jest. Wchodzi, zamyka drzwi na klucz. Szybko klęka nad klozetem.
Udało się jej nie ubrudzić deski, jednak zwymiotowała sobie na pasmo włosów.
- Cholera.
To było jedyne co była w stanie z siebie wyrzucić.
Wstaje, podchodzi do umywalki. Płucze usta, oblewa wodą wspomniany fragment włosów. Podnosi wzrok i patrzy w lustro. Wygląda okropnie. Jest blada, ma ogromne wory pod oczami, a na czole zrobił się jej widoczny pryszcz. Próbuje go wycisnąć, ale na próżno. Wygląda jeszcze obrzydliwiej. Nie zastanawia się jednak nad tym. Nie obchodzi ją to.
"Mogło być gorzej".
Siada na podłodze. Chowa twarz w dłoniach.
"Chyba nie walnę mu prosto z mostu, że zostanie ojcem"
.
Czuje, że kapie jej z nosa, a przez oczy widzi jak przez szklanki.
' Co robić? Nie oszukujmy się, on ją kocha".
Nieporadna. Zresztą, jak można inaczej nazwać tak młodą osobę w ciąży? Zwłaszcza, że ojcem jest jej przyjaciel. Albo jak ON to mówi: eksprzyjaciel.
***
"Wychodź. Wychodź chłopie, bo nie dasz rady".
Opuszczał budynek ściskając nerwowo kluczyki od swojego samochodu. Nie rozumiał po co miał zostać na balu. Nikt go zresztą nie zmuszał. I bardzo dobrze, bo nikt nie rozumiał. Czemu on się tak przywiązał? Do cholery, dlaczego? Wszystkie jego wspomnienia to była ONA. Czuł się, jakby wszystko co było dla niego najprzyjemniejsze w życiu, było zapisane w jednym zeszycie, który został podarty na małe kawałki, a resztki wrzucono do kibla i spuszczono do śmierdzących ścieków. Zatrzymał się. Trzęsącą ręką otworzył drzwi do samochodu. Wsiadł. I odetchnął. Odetchnął z ulgą.
Po jego czerwonych policzkach spływały łzy. Czemu go zostawiła?
Nie.
Nie.
Nie.
Nie.
Nie.
To była jego wina. Maximilliano Ponte nawalił.
Był na siebie wściekły. I na Camilę. Co ona sobie myślała? Że może się do niego przystawiać kiedy jej się żywnie podoba? Kompletnie się pogubił. A to wszystko przez... miłość. Dlaczego wszyscy uważają, że miłość jest taka piękna, cudowna i trwała na wieki? Jedna wielka bujda. Tylko idiota mógł coś takiego wymyślić. A on jeszcze głupi w to wierzył. Phi!
Taaa. Był idiotą.
***
- Natalia! Natalia!-dziewczyna przebijała się przez tłum.
"Gdzie ona jest?"
Wreszcie ją dopadła. Rozmawiała jak gdyby nigdy nic z Cristianem i Federico. Pili sobie sok i zaśmiewali się w najlepsze.
- Naty!-krzykneła wręcz Ludmiła-chodź ze mną. Szybko!-ponagliła i zaczęła ciągnąć ją za rękę.
- Uspokój się-usłyszała głos-co się dzieje Lu?
- Jakby Ci to powiedzieć...-blondynka spojrzała na swoje czarne szpilki.
- Mów Ferro-powiedziała rozkazującym i chłodnym tonem Natalia-mów.
- Jasne-popatrzyła na przyjaciela swojej kumpeli i zawahała się. Jej policzki oblał rumieniec. Po chwili jednak odpowiedziała drżącym głosem-ale na ucho.
- Nie Ci będzie -powiedział Naty-ale szybko.
- Dobra. Już mówię.
Twarz Navarro zmieniała się stopniowo. Gdy jej najlepsza przyjaciółka skończyła jej z dramatycznym wyrazem twarzy szeptać jakąś "superważnąwiadomość" Natalia siedziała z oniemiałą twarzą. Do chłopaka dopiero po chwili dotarło polecenie "Idziemy Cris".
***
Spoglądał na dziewczynę ze zdziwieniem. Blondynka załamana stanem Maxiego, masowała skronie i wpatrywała się otępiało w podłogę. Wiedział, że była zrozpaczona, ale czuł, że Ludmiła coś przed dnim ukrywa. Ale co? Czasami zachowywała się dziwnie. Ufał jej, jednak nie tak jak powinien. Coś mu mówiło, że powiniem być bardziej uważny. Ona potrzebowała prawdziwego zaufania. A chciał jej dać to uczucie. Była dla niego ważna.
***
Co czuła w tym momencie? Siedząc i gapiąc się na swojego byłego chłopaka, czuła wściekłość. Była po prostu wściekła. Zepsuł jej wieczór, dobrą zabawę. Dlaczego? Bo cierpiał.
"Smarkaty egoista".
Schyliła głowę. Była cała czerwona, ale nie chciała płakać. Nie, nie przez niego.
Zacisnęła zęby.
"Dasz radę".
Czuła się jak idiotka. Tak bardzo ją zranił. Zdradził ją, ale to on w środku nocy nachlał się wódki znalezionej w samochodzie, a przed tym, pociął ręce scyzorykiem. I to on miał gorzej.
"A najgorsze jest to, że ja nadal go tak bardzo kocham".
"Jak mogę być tak głupia?"
Wpatrywała się w jego twarz i przejeżdżała dłońmi po włosach Maxiego. Jego loki wchodziły jej między palce. Tak, miał loki, tak samo jak ona. Czy to było ważne? Nie. Tak naprawdę nie, tylko że nawet gdy rano czesała włosy to o nim myślała. Brrrrr, czemu nie mogła o nim zapomnieć, chociażby na chwilę?
"Bo jest dla mnie ważny. BINGO!"
Każda, nawet najdrobniejsza rzecz, kojarzyło jej się z NIM.
Zaczęła się modlić. Jej wyjście. Jedyne wyjście od problemów. Pierwsza dziesiątka, druga... zmówiła cały różaniec.
"Boże, pomóż mi. Zabierz ode mnie mój kielich goryczy. Jednak jeśli mam go wypić zrobię to".
Podobne słowa wypowiedział Jezus w Ogrodzie Oliwnym przed Swoją śmiercią.
Czy to miało jakieś powiązanie? Tak, miało. Obydwoje-Natalia i Jezus-tak bardzo się wtedy bali.
***
- Camila! Camila! Obudź się! Słyszysz mnie? Nie udawaj głuchej i nie rób ze mnie idioty!
- Czego ty znowu chcesz Diego?-spytała, przecierając oczy.
- Czemu zamknęłaś się w tej cholernej łazience? Gdybym Cię nie otworzył, to by było słabo!
- Możesz przestać marudzić? Przez tą ciąże, rzygałam tu chyba z dwie godziny. I myślisz, że było przyjemnie? Nie, nie było. Przymknij się!
- Debilu! Jesteś w ciąży?! Camila, czy ty wiesz, że będziesz musiała mu to wszystko powiedzieć! I jak on to przyjmie? No jak?
- Co się martwisz? Nie wściekaj się Diego. Jakoś przyjmie co nie?
- Oj, widzę, że pani Camila tryska
nieuzasadnionym optymizmem. Ale zaraz Cię zgaszę nie martw się. A więc, słyszałaś może karetkę przejeżdżającą w pobliżu?
- Przecież zemdlałam głupku. Jak mogłam to usłyszeć?
- Pardon, Camilo, pardon. Oj moja kochana przyjaciółko, wiesz, że nie chciałem Cię urazić laleczko. Pamiętasz jak tak do Ciebie mówiłem?-powiedział piskliwym głosikiem po czym klepnął delikatnie palcem w jej nos.
- Spadaj Diego-powiedziała naburmuszona-nie jestem już małą dziewczynką. Umiem rozwiązywać problemy.
- Ha ha ha. Może masz trochę racji, bo taka mała to ty już nie jesteś. Ale problemów rozwiązywać to ty nie umiesz w ogóle.
- Dobra, posłuchaj. Masz mi coś ważnego do powiedzenia, czy przyszedłeś tu na pogaduchy?-powiedziala wkurzona.
- Bez nerwów, laleczko-powiedział z dokuczliwością w głosie-mam wiadomość. I dotyczy Twojego kochasia.
- Zamieniam się w słuch.
- A więc chodź.
- Gdzie idziemy?!
- Opowiem Ci wszystko w samochodzie.
Camila nie zdążyła nawet zaprotestować, bo Diego wziął ją na ręce i wybiegł z budynku.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
jenyyyyy, przepraszam kochani...
wakacje na mnie dobrze nie dzialaja.
i jeszcze klawiatura u mnie lezy. rozdzial-do bani.
wyyyyyyybaaaaaczcieeeeeee
kocham was. nie komentowalam, bo bez neta. wiadomo.
postaram sie o jak najlepszy nastepny rozdzial
hahahahahhaahhahahaa
marzenie.
przeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeepraszam
wtorek, 15 lipca 2014
sobota, 14 czerwca 2014
Rozdział
19
„Każde
głębsze uczucie prowadzi do cierpienia”~Jan Twardowski
Jak
to boli. Nigdy jeszcze tak mocno. Czuła się jakby ktoś jednym
podmuchem, zdmuchnął jej całe szczęście. A wiecie co było
najgorsze? Ona nie potrafiła o nim zapomnieć, przestać go kochać.
Nie potrafiła. Nawet po tym jak boleśnie ją zranił.
[...] ołów
zdradziecko wystrzelony przebijał go, nie czyniąc mu żadnej
krzywdy, [...] odbijał się od jego piersi i trafiał napastnika
[...] był nieodporny jedynie na kule litości, wystrzelone przez
kogoś, kto kochałby go tak bardzo, iż gotów byłby umrzeć dla
niego~Gabriel García Márquez (Jesień patriarchy)
Zobaczyć
swoją miłość na seksie z inną osobą, to większy ból niż
wbicie Ci noża w serce.
Bo
są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie
duchowe. Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się
wybiera~Éric-EmmanuelSchmitt
(Oskar i pani Róża)
Zwłaszcza jeśli ta dziewczyna
podawała się za twoje wsparcie. Pomagała. Deklarowała przyjaźń.
LEPIEJ
UMRZEĆ, NIŻ ZDRADZAĆ SWOICH PRZYJACIÓŁ~Joanne Kathleen Rowling
Oni obydwoje zniszczyli wszystko.
Wszystko.
(…)
zdrajców nienawidzę~Juliusz Cezar
Jeszcze
nigdy nie czuła się tak słaba, tak bezradna. Leżąc na łóżku,
rozmyślała o wczorajszej nocy. Najgorszej nocy jej życia.
Spojrzał
na dziewczynę. Uśmiechnęła się do niego. Jednak nie zobaczył
tam uśmiechu Natalii. Zresztą czy Naty, miała długie włosy? Na
pewno nie. Zaczynało mu coś świtać. Nagle zresztą poczuł jak
bardzo boli go głowa. I pomyślał: jeśli to nie Natalia to...?
Nie
zdążył sobie odpowiedzieć na to pytanie. Usłyszał jej cichy
głos:
-
Dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego?
Odwrócił
się gwałtownie. Zobaczył jej zaszklone oczy. Broda jej się
trzęsła.
-
Ja Cię pokochałam. A ty wszystko zniszczyłeś. Więc nigdy więcej
się do mnie nie zbliżaj. Nawet nie próbuj.
-
Ale...
-
Nie. Wszystko spieprzyłeś. Więc nawet nie podchodź.
Już
chciała opuścić pomieszczenie, jednak nie dał za wygraną.
Narzucił coś na siebie i wybiegł za nią.
-
Natalia, wróc tu! Wracaj, rozumiesz? Potrzebuję Cię!
Zbliżyła
się do niego.
-
Schyl się. Powiem Ci coś.
Wykonał
jej polecenie.
-
Nie potrzebujesz mnie. Jak widać, jej potrzebujesz. A właśnie,
jeszcze jedno. Pozdrów Camilę- szepnęła i zniknęła z jego
pola widzenia.
Rozmawiała
z Camilą o wczorajszym wydarzeniu. Ferro była tak szczęśliwa. W
końcu, została dziewczyną Federico! Camila z szerokim uśmiechem
na ustach gratulowała koleżance. Po chwili jej uśmiech stał się
jeszcze szerszy, gdy zobaczyła Natalię wjeżdżającą do szkoły.
Nastolatka miała spuchnięte od płaczu oczy. Wory były imponujące,
wyglądała jakby nie spała tygodnie, a minęły niecałe dwa dni od
tego wydarzenia. Pomyślała, że tym razem spisała się na medal.
Hiszpanka podjechała do okna ubrała słuchawki na uszy i zaczęła
słuchać muzyki.
-
Na co się tak patrzysz?-z zamyślenia wyrwała ją blondynka.
Ludmiła odwróciła głowę. Przeprosiła Camilę i podeszła do
Naty. Schyliła się na jej wysokość, zdjęła jej słuchawki z
uszu i coś jej powiedziała. Szatynka wskazała głową w stronę
drzwi. Wszedł nimi Maxi, a razem z nim chłopak Camili. Gdy Maxi ją
zobaczył podbiegł do niej i pocałował ją prosto w usta. Jednak
Natalia nie oddała mu pocałunku. Odepchnęła go i krzyknęła mu
prosto w twarz:
-
Czy ty nie rozumiesz co oznacza słowo rozstanie? Naprawdę nie
wiesz?
-
O!-krzyknął Broduey-nasze gołąbeczki chyba się trochę pokłóciły
co?
Natalia
spojrzała
na niego
z wściekłością w oczach. Zagotował się w niej gniew. Tymi
kilkoma słowami wkurzył ją tak bardzo. Jednak dobrze wiedziała
jak go zgasić.
-
Aaaa, ty jeszcze nie wiesz Broduey! No tak! Twoja dziewczyna zapewne
zapomniała Ci przekazać, że zdradziła Cię z moim chłopakiem!
Nie
zrobiła tego, żeby było mu smutno. Otworzyła mu oczy. Gdyby
dowiedział się później, by cierpiał jeszcze bardziej. Tak samo
jak ona.
Odwrócił
głowę i spytał po cichu:
-
Cami, to prawda?
Spojrzała
w dół. Jednak on nie dał za wygraną. Przybił ją do ściany.
-
Pytam się czy To prawda?
Po
jej policzku spłynęła łza.
-
Dlaczego? Nie kochasz mnie już?
-
Ja...
Jednak
on nie zwrócił na jej odpowiedź najmniejszej uwagi. Podszedł do
Maxiego i strzelił go w twarz.
-
A ty czemu to zrobiłeś, czemu?!
Scenie
wszyscy przyglądali się z otwartymi ustami. Nikt nie ważył się
drgnąć.
Tylko
Maximilliano rozejrzał się cichą nadzieją. Jednak jej już nie
było.
Wszystko,
co nas spotyka –zdrowie czy cierpienie, dobro czy zło, chleb czy
głód, przyjaźń ludzka czy niechęć, dobrobyt czy niedostatek
–wszystko to w ręku Boga może działać ku dobremu~Stefan
Wyszyński
Zobaczyła
strzelisty budynek. Jej parafialny kościół. Zupełnie nie
wiedziała jak się tu znalazła. Jednak wjechała. Przy wejściu
zamoczyła palce w święconej wodzie. Zrobiła znak krzyża.
Podjechała pod sam ołtarz. Zaczęła się modlić.
„Czemu
mi to zrobiłeś? No czemu? Nienawidzisz mnie Boże, nienawidzisz?
Dlaczego?!”
Po
jej policzkach leciały łzy. Do kościoła chodziła co niedzielę,
z czystego obowiązku. Jednak podczas tej modlitwy poczuła się
dziwnie. Jednak chciała. Chciała powiedzieć Jemu, co myśli o tej
sytuacji. Co myśli o samym Bogu. Nagle poczuła, że ktoś dotyka
jej ramię. Odwróciła głowę. Stał tam chłopak mniej więcej w
jej wieku.
-
Pomóc Ci w czymś?
-
Jeśli masz ochotę razem ze mną zwalić wszystko na Boga, proszę
bardzo.
-
Uważasz, że Cię zostawił?
-
Odszedł. Nie ma go! Ale czemu akurat ja?
-
Przeczytaj to-podał jej do ręki kartkę papieru.
Prawdziwy
sen
Po
ciężkiej
harówce dnia codziennego
usiadł
pod drzewem człowiek zmęczony
chciał
bowiem sobie odpocząć chwilę
nie
wiedząc kiedy zasnął znużony
Wtedy
Bóg zesłał mu sen prawdziwy
jak
kadry z filmu pełnych wydarzeń
co
snem nie były tylko przeszłością
migały
scenami życiowych zdarzeń
Szedł
człowiek brzegiem po piasku plaży
ślady
podwójne znaczyły mu drogę
a
w tej wędrówce nie był samotny
szedł
bowiem razem ze Swoim Bogiem
Kiedy
kres drogi dobiegał końca
odwrócił
się człowiek wielce zdziwiony
to
co zobaczył było tak dziwne
że
stanął biedak tym zaskoczony
Bowiem
na piasku były odcinki
gdzie
pojedyncze ślady zostały
mocne
głębokie pięknie odbite
ale
do niego nie należały
I
poczuł człowiek że te odcinki
były
w okresie życiowej burzy
gdy
cierpiał albo ze szczęścia szalał
kiedy
był małym czy też już dużym
I
rzecze człowiek do Pana Boga
-Cóż
Ojcze drogi pojąć nie mogę
wszak
obiecałeś że pójdziesz ze mną
jeżeli
wybiorę właściwą drogę
A
tu te ślady stóp pojedyncze
nic
nie rozumiem gdzie wtedy byłem
przecież
to Twoje widać wyraźnie
czy
ja się po drodze gdzieś zagubiłem
I
czy mnie wtedy nie zostawiłeś
samemu
sobie gdy tak cierpiałem
ja
człowiek słaby nie mogłem wiele
jakże
ja Ciebie potrzebowałem -
Ojciec
mu na to - kocham Cię Synu
i
nigdy Ciebie nie opuściłem
ślad
pojedynczy to gdy cierpiałeś
bo
ja Cię wtedy na rękach nosiłem .
Gdy
skończyła, zapytała:
- Myślisz,
że jest bliżej niż myślę? Jak to? Przecież to nie ma sensu!
- Co
chcesz przez to powiedzieć?
- Czy
gdyby Bóg był blisko, by na to pozwolił?
-
Nawet nie wiem na co, więc nie mogę nic powiedzieć.
-
Zdradził mnie. Z moją eksprzyjaciółką!
- Bóg
Cię zdradził?-zapytał z głupim uśmiechem na ustach.
- Nie
jest mi do śmiechu-warknęła, z łzami na policzkach.
-
Najwidoczniej ten chłopak nie był Ci pisany-rzekł
obojętnie-najwyraźniej Bóg chce, byś miałaś kogoś innego.
Zresztą, mylisz się.
- Ale
ja go nadal kocham! Ja nie potrafię o nim zapomnieć! A to wszystko
Jego wina! Jezus to zniszczył!
-
Najwidoczniej nie rozumiesz wiersza. Bóg to rozumie lepiej niż
inni. On Cię niesie. To inni tego nie rozumieją. Ale On jak
najbardziej-powiedział, po czym zachichotał.
- Co
Cię tak śmieszy?
- Jak
się denerwujesz jesteś urocza. Zresztą widać, że zrozumiałaś
od razu o co chodzi, tylko nie chcesz przyznać mi racji.
-
Wcale nie! To ty nie masz racji!
Spojrzał
na nią sarkastycznym wzrokiem.
-
Zachowujesz się jak małe dziecko. Naprawdę!
- Może
i tak-schyliła głowę i pociągnęła nosem.
- Ej,
nie chciałem Cię urazić. Przepraszam...
- Nic
nie szkodzi. Ale w zamian za to zrób coś dla mnie.
- Co
takiego?
-
Odprowadź mnie do domu-powiedziała, a po chwili dodała
szeptem-proszę.
Zostali
przyjaciółmi. On pomógł Natalii wybaczyć Maxiemu wszyscy żyli
długo i szczęśliwie. Mieli... STOP!
Nie
było tak. O nie. Było zupełnie, zupełnie inaczej. To znaczy
Cristian i Naty zostali przyjaciółmi. Ale nie wybaczyła Maxiemu.
Wybaczyła Bogu, a w sumie to po prostu go zrozumiała. Tak. A Maxi?
Pewnie zastanawiacie się co działo się u chłopaka? Zaraz
wszystkiego się dowiecie.
„To
już dzisiaj. Dzisiaj ma się odbyć bal”, pomyślał Maxi, po czym
spojrzał na siebie w lustrze. Wszystko na miejscu. Mógł wyjść z
domu.
Bal w
Studiu był wybłagany przez wszystkich. Wszyscy tak na niego
czekali.
Szedł
sam. A Natalia? Bał się, że z kimś przyjdzie. Strasznie się bał.
Wyobrażał ją sobie z jakimś przystojniakiem - gentlemenem, którego
całuje na balu.
„Nie
Maxi, wyrzuć to dziś z głowy. To zamknięty, niestety tak piękny
rozdział”. Potrząsnął głową, po czym wyszedł z domu.
Na
sali było tłoczno. Dziewczyna jednak zobaczyła swoje marzenie w
tłumie. Camila wpatrywała się w Maxiego jak w ósmy cud świata.
Jednak po chwili wstała i skierowała się w jego stronę.
-
Maxi-zawołała-musimy porozmawiać!
-
Odwalisz się ode mnie czy nie?-spytał. Po tym wydarzeniu nie chciał
jej znać.
- To
jest serio ważne i...-zaczęła mówić, jednak spostrzegła, że
jej nie słucha. Wpatrywał się w wejście. Sama spojrzała w tamtą
stronę. Oczywiście była tam Natalia.
„A
kto inny?”-pomyślała.
Łzy w
oczach Maximilliano pokazały jej jednak coś. A raczej, kogoś. Z
Naty przyszedł chłopak. Ale nie jakiś byle jaki. Był przystojny,
wysoki. I wpatrywał się w Natalię wzrokiem typu:
„Zawsze
będę Cię kochać”.
Podszedł
do DJa, zabrał mu mikrofon i powiedział:
-
Naty, jesteś świetną przyjaciółką. Przyjaciele na zawsze?
- Na
zawsze-odparła zdumiona.
Pomógł
jej wstać. Zaczęli tańczyć w miarę możliwości Natalii. Cristian uśmiechnął się do niej. Jednak ona zobaczyła tylko jego. Mignął
jej i już nie było go w sali.
---------------------------------------------------------------------------------
Kolejny. Jest w miarę, ale mogłoby być lepiej. Kocham i pozdrawiam. Pa ♥
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Rozdział
18
Nie
wiedziała czemu tak się działo. Była z nim bardzo szczęśliwa.
Kochała go jak żadnego chłopaka na świecie. Nie, na pewno by jej
nie skrzywdził. To znaczy fizycznie nie. Czemu znowu o bólu
psychicznym? Myśl, że jest z nią, bo lituje się nad jej losem,
była nie do wytrzymania. Czasami budziła się w nocy ze łzami w
oczach i zalana potem. Nie czuła się dobrze. Gdyby straciła
Maxiego, straciłaby coś co było jej teraz bardzo potrzebne.
Bliskość i opiekuńczość drugiej osoby.
-Czyli
zostaniesz?- zapytał chłopak gdy delikatnie się od siebie
oderwali- zostaniesz?
-
Oczywiście, że tak. Mam wyjście? Strasznie leje. Czekaj napiszę
do mamy, że zostaję na noc u Camili.
-
Czemu...?
-
Szczerze wątpię, żeby moja mama zgodziła się, abym nocowała u
chłopaka. Zwłaszcza w takim stanie.
-
Jasne- powiedział, kładąc się obok niej-Natalia?
-
Słucham?
-
Pamiętaj, że jesteś moim słońcem. Jak Cię stracę, to umrę, bo
bez słońca nie da się żyć. Jesteś strasznie wyjątkowa. Nie
zapominaj o tym, ok?
-
Ok- powiedziała. Po czym wtuliła się w niego i po kilku minutach
zasnęła.
O
czym teraz rozmawiamy? Aaaa, tak, przypomniało mi się.
Niezdecydowanie. Uczucie częste, nawet bardzo. Mierzyła się z nim.
Po prostu nie umiała nazwać swoich uczuć. Podobał jej się
bardzo, jednak bała się, że będzie tak jak w gimnazjum. Gdy była
w trzeciej klasie, znalazła sobie chłopaka. Przystojny,
inteligentny, z poczuciem humoru. A więc, co było z nim nie tak?
To, że ją zdradził. Poprzez ich związek chciał zbliżyć się do
jej kuzynki. W tamtym momencie poczuła się, jakby ktoś wbił jej
nóż w serce. Zakochała się w nim. A on ją tak skrzywdził.
Później
wszystko się zaczęło. Stała się wredna. Nieprzewidywalna.
Złośliwa. Uważała się za królową świata. A wszystko przez
jednego chłopaka w trzeciej klasie gimnazjum.
Następnie
dostała się do Studia. Miała talent, nie ma wątpliwości.
Poprawiała sobie humor znęcając się nad przyjaciółką. Jednak
później to się zmieniło. Jej „przyjaciółka” zakochała się
i znalazła chłopaka. I jeszcze ten wypadek...
Przeprosiła
ją, a pomógł jej w tym właśnie Federico.
Nie
odmówiła mu spotkania, ale bała się z nim spotkać i to było
głupie z jej strony.
Wracała
ze szpitala. Biegła nie patrząc przed siebie. Nagle wpadła na
kogoś.
-
Przepraszam-powiedział chłopak-nic Ci nie jest?
-
Nie, wszystko ok.
-
Nie idziesz do Studia?
-
Muszę wrócić jeszcze do domu.
-
Rozumiem. A tak w ogóle co u Ciebie słychać?
-
Oj, długo by opowiadać.
-
To może się spotkamy,co? Pasuje Ci piątek wieczór? Może być u
mnie?-wypytywał.
-
Ja... jasne, niech będzie. O której?
-
Pasuje Ci 19:00?
-
Taa...czemu nie?
-
To świetnie-uśmiechnął się-do zobaczenia w piątek-powiedział
jej na ucho, po czym pocałował w policzek i odszedł.
Jak
widać, nie mogła już odwołać spotkania. Klamka zapadła.
-
Fran, ale nad czym ty się jeszcze zastanawiasz? Nie chcesz się
spotkać z Marco?
-
Oczywiście, że chcę. Tylko, że nie mogę, bo...
-
I znowu Violetta! Co ona ma z tym wspólnego?-zapytała Ruda kręcac
głową w geście bezsilności-przecież tu nie chodzi o nią tylko o
Ciebie!
-
Wiem, ale... się o nią martwię. Jej tata...
-
Tak! Jej tata jest chory. Tak, ma nowotwór! I tak, ona źle się z
tym czuje! Ale to nie znaczy, że ty musisz też przeżywać żałobę.
Jest Twoją przyjaciółką, ale masz swoje życie!
-
Jestem zła, bo znowu masz rację.
-
Oczywiście, że mam! Przyjaźnimy się! Zawsze Ci doradzę. A więc
Francesco, w tej chwili wstawaj, bo wybieramy ciuchy na randkę!
Ktoś
szturchnął go w ramię. Popatrzył nieprzytomnie w tamtą stronę.
Natalia. Płakała.
-
Maxi, on tu jest.
-
Ale kto? Naty?
Szloch.
-
Natalia?
-
Samo patrzenie na niego tak boli. Tak przypomina.
O
nic nie pytał, bo po prostu nie musiał. On wiedział, o kogo
chodzi. Poderwał się do góry, włożył buty na nogi i wybiegł z
domu. Była zima, więc na podwórku było strasznie zimno. I ciemno.
Zresztą, co się dziwić, było około 2 w nocy.
-
Cholera-przeklnął-nigdy go nie znajdę.
Jednak
nagle usłyszał śmiech. Odwrócił gwałtownie głowę. Zobaczył
tam wysokiego chłopaka, z szyderczym uśmiechem na twarzy.
-
O! Przyszedłeś bronić swojej dziewczyny. To wręcz przesłodkie.
-
Czy ty wiesz co zrobiłeś?-powiedział i przybił go do ściany-
wiesz?!
-
Zniszczyłem ją. Proste.
-
Nie, ty jej nie zniszczysz-wysyczał-nie na mojej zmianie.
-
Jakoś mnie nie przekonujesz. Zwłaszcza, że jesteś niższy ode
mnie i wyglądasz przekomicznie, gdy masz taki spieprzony humor. No i
zimno Ci jak diabli, bo się cały trzęsiesz. Słuchaj. Zabawy o tej
porze nie mają sensu. Wracaj do swojej Natalci, a my spotkajmy się
jutro.
-
Jesteś pewien?-zapytała go i wiążąc mu chustkę na szyi.
-
Nigdy nie byłem bardziej-odparł.
A
więc, ruszył przed siebie. Po dziesięciu minutach był w umówionym
miejscu. Wszedł. Od razu zobaczył go przy stoliku. Podszedł,
odsunął krzesło i usiadł.
-
Mam chwilę-powiedział Maxi.
-
Jasne-odparł chłopak. Po chwili podszedł barman z piwem.
-
Nie, dzięki-powiedział, odsuwając kufel z piwem.
-
No co ty? Rozluźnisz się trochę.
-
Nie, serio, spotykam się z Naty.
-
Jedno piwo. Jedno.
-
Niech Ci będzie. Jedno.
Jedno,
drugie, piąte, dziesiąte... na jednym się nie skończyło. Nagle
ją zobaczył. Loki, śliczne równe, białe zęby, idealne usta.
Natalia? A może to tylko przywidzenia. Jednak ona wpiła się w jego
usta. A później jedyne co zapamiętał. Łóżko...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
O Jezu! Patrzcie, kto wrócił? To ja? hahahhhaha
A nie... to serio ja!
W sumie to wreszcie mam mało zadawane, szkoła się kończy, wyniki testów są... AHHH
Wreszcie spokój. Mogę sobie pisać, ile chcę.
Co uważacie o tym rozdziale?
Spokojnie w następnym będzie źle, wiem, że tego chcecie.
Buahahahahaahahahahha!
Ale ja zła.
Kocham i pozdrawiam ♥
W.
czwartek, 29 maja 2014
Żuczki!
Chciałabym Was przeprosić za nie dodawanie rozdziałów, ale ostatnie jestem zabiegana. Połowa z Was pomyślała, że pewnie już umarłam, a pogrzeb odbył się dawno temu i...
NIE, NIE NIE!
Jeszcze żyję i niedługo mam zamiar wstawić rozdział. Końcówka maja to ciąg niekończących się testów, kartkówek i poprawek. Fuuuuuuu, szkoła...
Bywa.
A więc przepraszam. Na szczęście nadchodzą wakacje i będę miała dużo czasu.
Kocham Was mocno i pozdrawiam. Pa ♥
Chciałabym Was przeprosić za nie dodawanie rozdziałów, ale ostatnie jestem zabiegana. Połowa z Was pomyślała, że pewnie już umarłam, a pogrzeb odbył się dawno temu i...
NIE, NIE NIE!
Jeszcze żyję i niedługo mam zamiar wstawić rozdział. Końcówka maja to ciąg niekończących się testów, kartkówek i poprawek. Fuuuuuuu, szkoła...
Bywa.
A więc przepraszam. Na szczęście nadchodzą wakacje i będę miała dużo czasu.
Kocham Was mocno i pozdrawiam. Pa ♥
poniedziałek, 12 maja 2014
Rozdział
17
<Narrator>
Ból.Dzieli
się na dwie części:fizyczny i psychiczny. Ich odmienne cechy to
to, że ból fizyczny da się znieść. Psychicznego nie.
Paraliż.
W nim nie boli najbardziej ból fizyczny, ale psychiczny.
I
jak myślicie co taka osoba może zrobić? Dociera do niej coś
strasznego. Ten ktoś może stracić zdrowie, szczęście, pasję.
Jednak ona najbardziej bała się, że straci miłość. Strach przed
tym, że chłopak nie będzie jej kochał za wadę, której ona nie
mogła się w żaden sposób pozbyć. Nie mogła znieść tej myśli.
-
Cieszysz się, że wychodzisz?
-
Jak mogłabym nie? Wreszcie zobaczę wszystkich w Studio!
-
Naty...
-
Nie powiedziałeś im?
-
Sam byłem tylko z 3 razy w Studio.
-
Ok... a więc przeżyją szok!
-
Nie gniewasz się na mnie?
-
Nic nie jest w stanie popsuć mi humoru. Wyszłam ze szpitala.
Miałam serdecznie dosyć tego miejsca!
-
Ja też- powiedział, po czym pocałował ją w policzek- jesteśmy
Naty. Mała nowicjuszko, witaj w Studio On Beat!
-
Ej, no co ty! Zachowujesz się jakbym pierwszy raz wchodziła do
Studio!
-
Dawno Cię tu nie było. Mnie zresztą też nie- dodał ciszej.
Korytarze
byli zapełnione. Ludzie usuwali się z drogi wózkowi i patrzyli na
nią „tym” wzrokiem. Nienawidziła go. Było to połączenie
litości i obrzydzenia. A jak myślicie, czemu obrzydzenia? Ludzie
uważali, że jeśli ktoś jeździ na wózku jest chory. A choroba
dla wszystkich była rzeczą obrzydliwą. Dla niej była naturalna.
Wjechała
do auli. Zrobiło się cicho. Wiele par oczu wlepionych właśnie w
Natalię. Jednak znajome odgłosy zagłuszyły ciszę. Muzyka. To
było coś, co było jej bardzo potrzebne. Ona zagłuszała wszystko
co złe. Złe emocje, chorobę, a przede wszystkim ciszę. To była
jedna z rzeczy, której Natalia nienawidziła najbardziej.
Muzyka
płynęła, a ona wraz z nią. Słowa wypływały z niej. Nie znała
słów, ani melodii. Po prostu śpiewała o tym co czuła. O wielkim
bólu, ale też radości. Wróciła. Wróciła tutaj. To było jej
miejsce na ziemi. Wiedziała, że nigdy go nie opuści. To było dla
niej zbyt ważne.
Ona
była sama. Siedziała na krzesełku i czekała. Na co? Nie
wiedziała. Na poprawę? Ale co mogło pomóc?
Wyżeranie
od środka. Czy jest na to lek? Szczerze wątpiła. Chemioterapia.
Może? Nigdy nie wiadomo.
Jednak
w niej rodził się coraz większy...
Myślicie,
że będzie tam napisane strach? O nie. Ból. Już w kolejnej osobie
rodził się ból. Trochę inny, ale rodzaj ten sam. Psychiczny. Ten
najbardziej bolesny. Ten zazwyczaj nie do wytrzymania. On nie niszczy
twojego ciała, lecz coś o wiele cenniejszego. Twój rozum i duszę.
Ból.
Takie proste słowo, a tak trudne pojęcia się w nim mieszczą.
Otworzył
drzwi. Wjechał z nią do przedpokoju i zapalił światło. Zdjął
jej buty i sweter, bo w domu było ciepło. Sam zdjął cieplejsze
ubrania i poprowadził jej wózek do kuchni. Zaczął parzyć ciepłą
herbatę.
Ona
patrzyła na każdy jego ruch. Wkłada dwie torebki z herbatą do
kubków i zalewa wodą. Podnosi po każdym w jednej ręce i kieruje
się do salonu. Po chwili wraca, bierze ją an ręce. Siada z nią na
kanapie. Włącza telewizor. Do późna oglądają jakieś idiotyczne
kreskówki. Siedzą ze splecionymi dłoniami i komentują głupie
zachowania Freda Flinstona. Nawet nie zauważają gdy za oknem
zaczyna padać. Grzmi. Huk. Nie ma prądu. Maxi wstaje i zapala kilka
świec.
-
Dzięki burzy mamy romantyczną atmosferę, co?
-
I co romantyku, zamierzasz to wykorzystać?
-
A co wolisz wracać do domu w taką pogodę?
-
A jak myślisz?
-
Czyli wracasz?
-
Myślałam, że jesteś bardziej inteligentny- powiedziała Natalia
po czym pocałowała swojego chłopaka.
---------------------------------------------------------------------------------
Od razu przepraszam Was za rozdział, bo jest krótki i do dupy, ale maj, zwłaszcza dla osoby, która walczy o dobre oceny do gimnazjum nie jest łatwo :/
Wiem, wiem jestem żałosna z moim gadaniem, że nie mam czasu i bardzo Was przepraszam. Kocham i pozdrawiam ♥
wtorek, 6 maja 2014
Rozdział
16
<Maxi>
Krew.
Dużo krwi. Na nogach lała się wręcz strumieniami. Chłopak, który
tu przed chwilą stał nie sczędził sobie cięć. Na twarzy tylko
jedno. TYLKO? Mogłoby ich nie być wcale, gdybym ja, wesoły debil,
nie stał pod drzwiami i nie słuchał ich rozmowy jak żałosnej
telenoweli! Zresztą nieważne. Nie było teraz czasu na rozmyślanie
o mojej głupocie.
-
Już wołam lekarzy kochanie, tak? Zaraz tu przyjdą.
Zero
reakcji. Odwracam się. Jest nieprzytomna. Wychodzę na korytarz.
Omijam powalone drzwi i proszę jakąś kobietę siedzącą na
korytarzu, aby zawołała lekarzy. Ja sam czekałem przy niej
dzielnie. Przyjrzałem się jej uważnie. Na nogach dużo draśnięć.
Niektóre dłuższe, inne krótsze. Jednak mam czasu na przyglądanie
się jej. Wbiegają lekarze i zabierają ją do zabiegowego. Ja
oczywiście odprawiam mój codzienny rytuał siadam i pochlipuję.
Nagle słyszę dziewczęcy głos:
-
Co się znowu stało Maxi?
<Camila>
Siedzę
z Francescą w moim pokoju. Omawiamy jej randkę z Marco.
-
Jejciu Cami! Było tak cudownie! Gdyby nie moja mała samolubna
kuzynka byśmy...- przerywa w pół słowa.
-
Wiem co chcesz powiedzieć! Byście się pocałowali!!!
Zaczynamy
piszczeć, a po chwili wybuchamy śmiechem.
-
Mam nadzięję, że się Wam uda Fran.
-
A myślisz, że ja nie mam takiej nadziei?
Nagle
ktoś puka do drzwi mojego pokoju.
-
Proszę!
Wbiega
zapłakana Violetta. Na twarzy jest cała czerwona. Łzy płyną tak,
że bluzka Violetty jest cała mokra. A sama Viola...
Ma
podkrążone oczy i naprawdę nie wygląda najlepiej. Jednak to nie
wygląd jest teraz ważny.
-Co
się stało Violu?!- krzyczymy równocześnie z Fran. Dziewczyna
dławi się łzami.
-Bo...
on...
<Maxi>
Przede
mną stoi wysoka blondynka w różowym dresie.
-Co
się stało Maxi?
-
Nieważne.
-
Naprawdę jak komuś powiesz, będzie Ci lepiej.
-
Już nigdy nie będzie lepiej.
-
Jeśli będziesz krył to w sobie, to zapewniam Cię, nie będzie
lepiej. Naprawdę powiedz mi, zrobi Ci się lżej.
Kompletnie
mnie zatkało. Nie wyobrażałem sobie, żeby ta dziewczyna miała w
sobie chodź trochę serca. Zazwyczaj była po prostu wredną żmiją
i nie potrafiła być miła dla nikogo. Co się jej stało? Kto ją
tak odmienił?
-
Ja....- chciałem zacząć, ale po prostu nie wiedziałem jak.
Jednak
nawet nie miałem okazji, bo do pokoju wbiegli rodzice Natalii.
-
Cześć Maxi, hej Ludmiło. Wiecie gdzie jest gabinet głównego
lekarza tego rozdziału?
-
Taaaak. Już państwa zaprowadzimy- powiedziała Ludmiła, bo ja nie
byłem w stanie wydusić z siebie nawet słowa.
Skierowaliśmy
się długim korytarzem do gabinetu lekarza. Rodzice Naty weszli, a
my stanęliśmy pod drzwiami i zaczęliśmy słuchać.
-
Oczekiwałem państwa. Mam informacje o państwa córce. Natalia
przeżyje. Niestety to jedyna dobra wiadomość.
-
A jakie są złe?- spytał drżącym głosem ojciec Naty.
-
Dziewczyna ma paraliż od pasa w dół. Nic nie da się zrobić.
Niestety, ona nie będzie chodzić. Będzie potrzebny wózek
inwalidzki.
-
Rozumiemy... a... a kiedy ona wyjdzie?
-
2,3 dni.
***
-
Wiesz co Ludmiła? Ja... ja chyba pójdę się przejść. Idziesz ze
mną?
-
Ok. I tak miałam już wracać.
Wyszliśmy
z budynku. Jakimś cudem przyjąłem tą wiadomość całkiem
spokojnie. Czułem jednak, że jestem cały czerwony. Moje pięści
zaciskały się same. Z nienawiści? A może ze strachu? Może po
prostu bałem się, że Natalia nie będzie ze mną szczęśliwa.
Wyobraziłem sobie:
„
Idę
z rodziną po parku. Wszyscy jesteśmy zadowoleni. W jednej ręce
prowadzę wózek z dzieckiem, a w drugiej z moją żoną i...”
Nie
mogę tak brnąć przez myśli. To zbyt trudne.
<Camila>
-Violu,
co się stało kochana?- próbowałyśmy wyciągnąć z niej
jakiekolwiek wiadomości. Gdy w końcu się uspokoiła, zaczęła
powoli mówić. Jej głos był drżący.
-
Mój tata... jest... chory... bardzo, bardzo chory. Dziewczyny... to
rak...nowotwór...
-
Jak to?
-
Tatę przez ostatnie tygodnie bardzo bolała ręka. Bolała.... i
bolała. Poszedł do lekarza i.... wyżera go... od środka.
Nagle
zbladła. Podałam jej szklankę wody stojącą na moim biurku.
Zaczęła mówić:
-
Jeśli mi go zabraknie to... to nie będę miała nikogo. NIKOGO!!!
Wyobrażacie sobie? Będę chciała go przytulić. Nie ma go! Dać
buziaka, nie ma! Co ja zrobię, no co?!
Zaczęła
płakać. My popatrzyłyśmy się na siebie bezradnie. Nie
wiedziałyśmy co zrobić.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam Was bardzo za to, że nie dodaję rozdziałów, ale nauczyciele chcą nas zabić pracą. Zresztą wena mi szwankuje. Jak widzicie w tym rozdziale u bohaterów nie dzieje się najlepiej. Jak myślicie, poprawi się czy nie? Akcja się rozwija... zapraszam do czytania i komentowania. Kocham Was i pozdrawiam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















