Żuczki!
Chciałabym Was przeprosić za nie dodawanie rozdziałów, ale ostatnie jestem zabiegana. Połowa z Was pomyślała, że pewnie już umarłam, a pogrzeb odbył się dawno temu i...
NIE, NIE NIE!
Jeszcze żyję i niedługo mam zamiar wstawić rozdział. Końcówka maja to ciąg niekończących się testów, kartkówek i poprawek. Fuuuuuuu, szkoła...
Bywa.
A więc przepraszam. Na szczęście nadchodzą wakacje i będę miała dużo czasu.
Kocham Was mocno i pozdrawiam. Pa ♥
czwartek, 29 maja 2014
poniedziałek, 12 maja 2014
Rozdział
17
<Narrator>
Ból.Dzieli
się na dwie części:fizyczny i psychiczny. Ich odmienne cechy to
to, że ból fizyczny da się znieść. Psychicznego nie.
Paraliż.
W nim nie boli najbardziej ból fizyczny, ale psychiczny.
I
jak myślicie co taka osoba może zrobić? Dociera do niej coś
strasznego. Ten ktoś może stracić zdrowie, szczęście, pasję.
Jednak ona najbardziej bała się, że straci miłość. Strach przed
tym, że chłopak nie będzie jej kochał za wadę, której ona nie
mogła się w żaden sposób pozbyć. Nie mogła znieść tej myśli.
-
Cieszysz się, że wychodzisz?
-
Jak mogłabym nie? Wreszcie zobaczę wszystkich w Studio!
-
Naty...
-
Nie powiedziałeś im?
-
Sam byłem tylko z 3 razy w Studio.
-
Ok... a więc przeżyją szok!
-
Nie gniewasz się na mnie?
-
Nic nie jest w stanie popsuć mi humoru. Wyszłam ze szpitala.
Miałam serdecznie dosyć tego miejsca!
-
Ja też- powiedział, po czym pocałował ją w policzek- jesteśmy
Naty. Mała nowicjuszko, witaj w Studio On Beat!
-
Ej, no co ty! Zachowujesz się jakbym pierwszy raz wchodziła do
Studio!
-
Dawno Cię tu nie było. Mnie zresztą też nie- dodał ciszej.
Korytarze
byli zapełnione. Ludzie usuwali się z drogi wózkowi i patrzyli na
nią „tym” wzrokiem. Nienawidziła go. Było to połączenie
litości i obrzydzenia. A jak myślicie, czemu obrzydzenia? Ludzie
uważali, że jeśli ktoś jeździ na wózku jest chory. A choroba
dla wszystkich była rzeczą obrzydliwą. Dla niej była naturalna.
Wjechała
do auli. Zrobiło się cicho. Wiele par oczu wlepionych właśnie w
Natalię. Jednak znajome odgłosy zagłuszyły ciszę. Muzyka. To
było coś, co było jej bardzo potrzebne. Ona zagłuszała wszystko
co złe. Złe emocje, chorobę, a przede wszystkim ciszę. To była
jedna z rzeczy, której Natalia nienawidziła najbardziej.
Muzyka
płynęła, a ona wraz z nią. Słowa wypływały z niej. Nie znała
słów, ani melodii. Po prostu śpiewała o tym co czuła. O wielkim
bólu, ale też radości. Wróciła. Wróciła tutaj. To było jej
miejsce na ziemi. Wiedziała, że nigdy go nie opuści. To było dla
niej zbyt ważne.
Ona
była sama. Siedziała na krzesełku i czekała. Na co? Nie
wiedziała. Na poprawę? Ale co mogło pomóc?
Wyżeranie
od środka. Czy jest na to lek? Szczerze wątpiła. Chemioterapia.
Może? Nigdy nie wiadomo.
Jednak
w niej rodził się coraz większy...
Myślicie,
że będzie tam napisane strach? O nie. Ból. Już w kolejnej osobie
rodził się ból. Trochę inny, ale rodzaj ten sam. Psychiczny. Ten
najbardziej bolesny. Ten zazwyczaj nie do wytrzymania. On nie niszczy
twojego ciała, lecz coś o wiele cenniejszego. Twój rozum i duszę.
Ból.
Takie proste słowo, a tak trudne pojęcia się w nim mieszczą.
Otworzył
drzwi. Wjechał z nią do przedpokoju i zapalił światło. Zdjął
jej buty i sweter, bo w domu było ciepło. Sam zdjął cieplejsze
ubrania i poprowadził jej wózek do kuchni. Zaczął parzyć ciepłą
herbatę.
Ona
patrzyła na każdy jego ruch. Wkłada dwie torebki z herbatą do
kubków i zalewa wodą. Podnosi po każdym w jednej ręce i kieruje
się do salonu. Po chwili wraca, bierze ją an ręce. Siada z nią na
kanapie. Włącza telewizor. Do późna oglądają jakieś idiotyczne
kreskówki. Siedzą ze splecionymi dłoniami i komentują głupie
zachowania Freda Flinstona. Nawet nie zauważają gdy za oknem
zaczyna padać. Grzmi. Huk. Nie ma prądu. Maxi wstaje i zapala kilka
świec.
-
Dzięki burzy mamy romantyczną atmosferę, co?
-
I co romantyku, zamierzasz to wykorzystać?
-
A co wolisz wracać do domu w taką pogodę?
-
A jak myślisz?
-
Czyli wracasz?
-
Myślałam, że jesteś bardziej inteligentny- powiedziała Natalia
po czym pocałowała swojego chłopaka.
---------------------------------------------------------------------------------
Od razu przepraszam Was za rozdział, bo jest krótki i do dupy, ale maj, zwłaszcza dla osoby, która walczy o dobre oceny do gimnazjum nie jest łatwo :/
Wiem, wiem jestem żałosna z moim gadaniem, że nie mam czasu i bardzo Was przepraszam. Kocham i pozdrawiam ♥
wtorek, 6 maja 2014
Rozdział
16
<Maxi>
Krew.
Dużo krwi. Na nogach lała się wręcz strumieniami. Chłopak, który
tu przed chwilą stał nie sczędził sobie cięć. Na twarzy tylko
jedno. TYLKO? Mogłoby ich nie być wcale, gdybym ja, wesoły debil,
nie stał pod drzwiami i nie słuchał ich rozmowy jak żałosnej
telenoweli! Zresztą nieważne. Nie było teraz czasu na rozmyślanie
o mojej głupocie.
-
Już wołam lekarzy kochanie, tak? Zaraz tu przyjdą.
Zero
reakcji. Odwracam się. Jest nieprzytomna. Wychodzę na korytarz.
Omijam powalone drzwi i proszę jakąś kobietę siedzącą na
korytarzu, aby zawołała lekarzy. Ja sam czekałem przy niej
dzielnie. Przyjrzałem się jej uważnie. Na nogach dużo draśnięć.
Niektóre dłuższe, inne krótsze. Jednak mam czasu na przyglądanie
się jej. Wbiegają lekarze i zabierają ją do zabiegowego. Ja
oczywiście odprawiam mój codzienny rytuał siadam i pochlipuję.
Nagle słyszę dziewczęcy głos:
-
Co się znowu stało Maxi?
<Camila>
Siedzę
z Francescą w moim pokoju. Omawiamy jej randkę z Marco.
-
Jejciu Cami! Było tak cudownie! Gdyby nie moja mała samolubna
kuzynka byśmy...- przerywa w pół słowa.
-
Wiem co chcesz powiedzieć! Byście się pocałowali!!!
Zaczynamy
piszczeć, a po chwili wybuchamy śmiechem.
-
Mam nadzięję, że się Wam uda Fran.
-
A myślisz, że ja nie mam takiej nadziei?
Nagle
ktoś puka do drzwi mojego pokoju.
-
Proszę!
Wbiega
zapłakana Violetta. Na twarzy jest cała czerwona. Łzy płyną tak,
że bluzka Violetty jest cała mokra. A sama Viola...
Ma
podkrążone oczy i naprawdę nie wygląda najlepiej. Jednak to nie
wygląd jest teraz ważny.
-Co
się stało Violu?!- krzyczymy równocześnie z Fran. Dziewczyna
dławi się łzami.
-Bo...
on...
<Maxi>
Przede
mną stoi wysoka blondynka w różowym dresie.
-Co
się stało Maxi?
-
Nieważne.
-
Naprawdę jak komuś powiesz, będzie Ci lepiej.
-
Już nigdy nie będzie lepiej.
-
Jeśli będziesz krył to w sobie, to zapewniam Cię, nie będzie
lepiej. Naprawdę powiedz mi, zrobi Ci się lżej.
Kompletnie
mnie zatkało. Nie wyobrażałem sobie, żeby ta dziewczyna miała w
sobie chodź trochę serca. Zazwyczaj była po prostu wredną żmiją
i nie potrafiła być miła dla nikogo. Co się jej stało? Kto ją
tak odmienił?
-
Ja....- chciałem zacząć, ale po prostu nie wiedziałem jak.
Jednak
nawet nie miałem okazji, bo do pokoju wbiegli rodzice Natalii.
-
Cześć Maxi, hej Ludmiło. Wiecie gdzie jest gabinet głównego
lekarza tego rozdziału?
-
Taaaak. Już państwa zaprowadzimy- powiedziała Ludmiła, bo ja nie
byłem w stanie wydusić z siebie nawet słowa.
Skierowaliśmy
się długim korytarzem do gabinetu lekarza. Rodzice Naty weszli, a
my stanęliśmy pod drzwiami i zaczęliśmy słuchać.
-
Oczekiwałem państwa. Mam informacje o państwa córce. Natalia
przeżyje. Niestety to jedyna dobra wiadomość.
-
A jakie są złe?- spytał drżącym głosem ojciec Naty.
-
Dziewczyna ma paraliż od pasa w dół. Nic nie da się zrobić.
Niestety, ona nie będzie chodzić. Będzie potrzebny wózek
inwalidzki.
-
Rozumiemy... a... a kiedy ona wyjdzie?
-
2,3 dni.
***
-
Wiesz co Ludmiła? Ja... ja chyba pójdę się przejść. Idziesz ze
mną?
-
Ok. I tak miałam już wracać.
Wyszliśmy
z budynku. Jakimś cudem przyjąłem tą wiadomość całkiem
spokojnie. Czułem jednak, że jestem cały czerwony. Moje pięści
zaciskały się same. Z nienawiści? A może ze strachu? Może po
prostu bałem się, że Natalia nie będzie ze mną szczęśliwa.
Wyobraziłem sobie:
„
Idę
z rodziną po parku. Wszyscy jesteśmy zadowoleni. W jednej ręce
prowadzę wózek z dzieckiem, a w drugiej z moją żoną i...”
Nie
mogę tak brnąć przez myśli. To zbyt trudne.
<Camila>
-Violu,
co się stało kochana?- próbowałyśmy wyciągnąć z niej
jakiekolwiek wiadomości. Gdy w końcu się uspokoiła, zaczęła
powoli mówić. Jej głos był drżący.
-
Mój tata... jest... chory... bardzo, bardzo chory. Dziewczyny... to
rak...nowotwór...
-
Jak to?
-
Tatę przez ostatnie tygodnie bardzo bolała ręka. Bolała.... i
bolała. Poszedł do lekarza i.... wyżera go... od środka.
Nagle
zbladła. Podałam jej szklankę wody stojącą na moim biurku.
Zaczęła mówić:
-
Jeśli mi go zabraknie to... to nie będę miała nikogo. NIKOGO!!!
Wyobrażacie sobie? Będę chciała go przytulić. Nie ma go! Dać
buziaka, nie ma! Co ja zrobię, no co?!
Zaczęła
płakać. My popatrzyłyśmy się na siebie bezradnie. Nie
wiedziałyśmy co zrobić.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam Was bardzo za to, że nie dodaję rozdziałów, ale nauczyciele chcą nas zabić pracą. Zresztą wena mi szwankuje. Jak widzicie w tym rozdziale u bohaterów nie dzieje się najlepiej. Jak myślicie, poprawi się czy nie? Akcja się rozwija... zapraszam do czytania i komentowania. Kocham Was i pozdrawiam :)
środa, 30 kwietnia 2014
WESOŁY LEŃ ZE MNIE.
Strasznie Was przepraszam!!!!!!!!!!!! Wszyscy dodają rozdziały, a ja przed majówką kuję. Zresztą kompletnie nie mam czasu na dodawanie, ponieważ nauczyciele robią wszystko, żeby zniszczyć życie. Spróbuję wstawić rozdział dziś, mam nadzieję, że się uda.
Przy okazji dziękuję Wam za wejścia i komentarze :*
Strasznie Was przepraszam!!!!!!!!!!!! Wszyscy dodają rozdziały, a ja przed majówką kuję. Zresztą kompletnie nie mam czasu na dodawanie, ponieważ nauczyciele robią wszystko, żeby zniszczyć życie. Spróbuję wstawić rozdział dziś, mam nadzieję, że się uda.
Przy okazji dziękuję Wam za wejścia i komentarze :*
środa, 23 kwietnia 2014
Rozdział
15
<Maxi>
-Jak
to nic?
-
Nic.
-
Ale... lekarze... ty miałaś wyzdrowieć!
Wołam.
Krzyczę. Błagam o pomoc. Lekarze wpadają do sali. Szybko opowiadam
co zaszło. Sadzają Naty na wózek. Nie pozwalają mi iść.
-
Maxi! Chodź ze mną! Proszę, nie zostawiaj mnie!
-
Bardzo bym chciał, ale nie mogę!
-
To przyjdź rano! Poczekam na Ciebie, obiecuję!
-
Oczywiście, że przyjdę!
Odjechała.
Odjechała! Na wózku. Wychodzę ze szpitala. Oczy zachodzą mi
łzami. Przypominam sobie całą historię: na początku płakałem.
Tylko. Później cieszyłem się. Jak nigdy dotąd. A teraz znów
płaczę. Tylko, że teraz jest to jeszcze większy ból niż
poprzedni.
Chodzę
tak i rozmyślam nad tym 4 godziny. Zatrzymuję się przy jakimś
drzewie w parku. Ja nie mam kluczy, a nikogo nie ma w domu. Zresztą
całe Buenos Aires pogrążyło się w śnie. Więc ja też: kładę
się na ziemi i zasypiam.
Budzi
mnie czyjś głos. Damski głos:
-
Co z nią zrobimy?
-
Nie wiem. Nieźle się trzyma od pobicia.
-
Słyszałam. Jest w szpitalu. Tak w ogóle po co wrzuciłeś jej
chłopakowi liścik? Tak to by jej nie znalazł!
-
To ty mi to kazałaś zrobić!
-
Może i tak... zresztą nieważne. Ma wielkie szczęście. Jej
chłoptaś znalazł ją na czas.
-
Tak. Nawet nie wiem jakie szanse miała na przeżycie. Była
strasznie pobita!
-
Postarałeś się!
-
Dla Ciebie wszystko gwiazdeczko. Pożałuje, że mnie nie doceniła.
-
Dobra. Skończmy i chodźmy stąd. Niedługo ludzie zaczną wychodzić
z domów, a jak ktoś znajomy nas zobaczy, to będziemy mieli wielkie
kłopoty.
-
Masz rację. Dobra, spadamy stąd.
Odeszli,
a ja nie wierzyłem w to co usłyszałem. To były „te osoby”. To
oni pobili Naty.
Tylko
nienormalny nie zerwałby się teraz na równe nogi i nie pobiegłby
do szpitala.Jak się okazuje, jestem całkiem normalny,
bo
właśnie to zrobiłem. Wbiegając wpadłem na kogoś.
-
Uważaj jak chodzisz!- krzyknął.
-
Sorry- odpowiedziałem i pobiegłem na górę.
Okazało
się jednak, że Natalia spała, więc kupienie herbaty (zwłaszcza
po zimnej nocy w parku) nie było złym pomysłem. Jednak gdy wypiłem
herbatę, musiałem skorzystać ze szpitalnej toalety. Wracając,
podszedłem do drzwi sali mojej dziewczyny. Przyłożyłem ucho i
usłyszałem głos:
-
Wreszcie się obudziłaś misiaczku! Nie chciało mi się już dłużej
czekać.
-
Co ty tu robisz? Kto Cie tu wpuścił? Zabierzcie go stąd, ratunku!
<Marco>
Wracaliśmy
w milczeniu. Odezwałem się pierwszy:
-
Przepraszam.
-
Ale za co?
-
Za rodziców. Wiesz te głupie historie...
-
No co ty? Jeszcze nigdy się tak dobrze nie bawiłam! To był super
wieczór!
-
Ze względu na rodziców?
-
Też. Ale myślę, że najważniejsze było to, że ty...
-
Że ja?
-
Byłeś tam- szepnęła.
Stanęliśmy
przed jej domem.
-
Czyli trochę Ci się jednak podobam?- powiedziałem równie cicho.
Zbliżamy
się. Dzieli nas może 1 centymetr. Niestety zawsze coś musi przeszkodzić.
-
Excuse me? Nie
chcę przeszkadzać, ale Fran musi wracać do domu.
To
kuzynka Fran. Odrywamy się, więc się od siebie. Ja mówię tylko
„Do zobaczenia” i znikam w ciemności.
<Fran>
Gotuję
się w środku. Czuję się jakby głowa miała mi zaraz wybuchnąć.
-
Czemu to zrobiłaś ty małolato? Wiem, że rodziców nie ma w domu
kłamczucho.
-
Myślisz, że będę dla Ciebie miła? Nie chciałaś mi pożyczyć
swojego lakieru!
-
Dziewczyno, ty masz 9 lat. Zresztą Twoja mama nie zgodziłaby się
na czerwony lakier.
-
W takim razie... pomaluj mi na różowo!
-
Różowy... ok. Ale obiecaj, że następnym razem nie popsujesz mojej
randki, jasne?
-
Ha! A więc to jednak była randka! Wiedziałam!
-
Powiedziałam randka? To znaczy: impreza, taka mała impreza u
Marco...
-
Teraz to ty zachowujesz się jak kłamczucha!
Ta
młoda dziewczynka miała rację: dla mnie to było coś więcej niż
zwykłe spotkanie. To była RANDKA!!!
<Maxi>
-Nie
wrzeszcz tak. Mam przy sobie żyletkę i nie zawaham się jej użyć,
jasne?
-
I
co mi zrobisz? Zabijesz mnie nią? Poderżniesz gardło?
-
Nie... ale mogę zrobić o tak.
-
Nie rób! To krew! Bo...
-
Boli? Przecież podobno masz paraliż. Nie kłam, że boli, bo nic
nie czujesz idiotko!
Szloch.
Dobijam
się do drzwi. Nic nie daje. Są zamknięte na klucz.
-
Oj ktoś się dobija. Wiesz co? To ja się będę zwijał. O i przy
okazji na pamiątkę!
Krzyk.
Akurat
w tym momencie udaje mi się wyważyć drzwi. Natalia... ona...
---------------------------------------------------------------------------------
Jak myślicie? Kto może być sprawcą wypadku Naty?
Kim jest chłopak tnący Natalię?
Odpowiedzi na pytania do rozdziału szukaj w kolejnych rozdziałach, ukażą się (mam nadzieję) niedługo!
I jak myślicie? Kto jest na tych zdjęciach?
(źródło zdjęć: blog "Violetta 2 Polska")
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
piątek, 18 kwietnia 2014
Rozdział
14
<Fran>
Pędziliśmy
do mojego domu. Leon wlókł się za nami powolnie. Chyba nie był
zadowolony, że jego randka z Violą nie wypaliła. My za to
chichrałyśmy się i Viola opowiadała mi o kolejnych parach:
-
Cami i Broduey siedzą w kinie. Fran i Marco zaraz będą parą. Maxi
i Naty.... ciekawe co robią?
-
Pewnie leżą na szpitalnym łóżku i się całują-
zachichotałyśmy.
-
A Violetta i Leon idą ulicą. Leon wygląda jakby chciał mnie
pobić, ponieważ z naszej randki nic nie wyszło- zaczęłyśmy się
śmiać jeszcze bardziej, A Leon gilgotał nas.
-
Dobra. Koniec zabawy- jaki masz plan, o pani?
-
Żadnego. Po prostu ja wiem, że będzie idealnie.
-
Dobra mądralo. Jeśli jesteś tak tego pewna, to ubiór też na
pewno zaplanowałaś, hę?
<Maxi>
Nie
chcieliśmy przestawać. Jednak ktoś zapukał drzwi, więc wypadało
otworzyć. Delikatnie oderwaliśmy się od siebie. Patrzyliśmy sobie
w oczy. Ta długa chwila była dla nas wyjątkowa.
W
końcu wstałem. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Stała tam
Ludmiła! Osoba, która myślała tylko o sobie. Ta która dla
wszystkich była wredna. Uważała się za „Ludmiłę Cyberst@r”.
-
Przepraszam, że przeszkadzam, ale mogłabym porozmawiać z Natalią?
-
Yyyy.... no, no tak, jasne. To ja na chwilę wyjdę tak?- podszedłem
do Naty i pocałowałem ją w rękę- pa słoneczko- wyszeptałem.
Uśmiechnęliśmy się do siebie. Wyszedłem i zostawiłem je same.
<Ludmiła>
Poczułam
się niezręcznie. Czułam, że im przeszkodziłam. Jednak musiałam
tu przyjść.
-
Naty...chciałam...
-
Tak?
-
Prze...prze...prze...przeprosić. Ten wypadek... to nie ja...
zaczęłam
płakać.
-
Nie płacz już Ludmi. Nic takiego się nie stało.
-
Jak to nie? Przecież najpierw nie dawałam Ci spokoju. A później
wypadek...
-
Już dawno Ci wybaczyłam. Nie lubię tego, jasne?
-
Naprawdę?
-
Naprawdę. Jak chcesz możemy się dalej przyjaźnić. Tylko musisz
się zmienić. Tak samo jak ja.
-
Ale oni mnie nie przyjmą. Nienawidzą mnie.
-
My nie skreślamy żadnych ludzi.
-
Nawet mnie?
-
Nawet Ciebie.
-
Dziękuję Naty, dziękuję!
Wszystko
wreszcie się wyjaśniło.
<Marco>
Czekałem
na Fran. Rodzice poszli do kina. Ja miałem ją zabrać do
restauracji. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wyglądała
prześlicznie. Dałem jej kwiaty i zaprowadziłem do pokoju. Siadła
na krześle. Przesłuchanie się zaczęło. Zacząłem grać i
śpiewać: Te esperare.
Po
chwili skończyłem.
-
To było cudowne Marco.
-
Dzięki.
-
Tylko pytanie: dlaczego wybrałeś akurat tą piosenkę?
-
Chciałem Ci po prostu zaśpiewać co czuję.
-
Su...super. A tak w ogóle to zdałeś.
-
Świetnie! W takim razie uczcijmy to jakoś: zabieram Cię do
restauracji
madame
.
-
Cudownie.
Gdy
dotarliśmy na miejsce, okazało się, że nasz stolik był zajęty.
Po chwili usłyszałem:
-
Halo! Tutaj kochani!
To
byli moi rodzice. Musieliśmy się do nich dosiąść. Na początku
było OK. Moi rodzice rozmawiali sobie spokojnie z Francescą.
Niestety gdy skończyły się im tematy mój kochany tata zaczął
opowiadać o moim dzieciństwie. Fran prawie płakała ze śmiechu.
Marzyłem o rychłej śmierci. Byłem pewien, że po wesolutkich
historyjkach mojego kochanego papy Francesca ucieknie ode mnie i
znajdzie sobie normalnego chłopaka.
<Maxi>
Dziewczyny
rozmawiały już z 20 minut. Znudziło mi się siedzenie na korytarzu
i czekanie, aż łaskawie skończą rozmowę, więc po prostu
zapukałem i wszedłem do środku. One zaśmiewały się w najlepsze.
-
Mogę wejść?
-
Jasne. Tak naprawdę miałam już wychodzić. Nie chcę Wam
przeszkadzać. Do zobaczenia!- powiedziała blondi i wyszła z sali.
-
O co jej chodziło?
-
Spokojnie Maxi? Wyluzuj trochę. Teraz nawet o przyjaciółki
będziesz zazdrosny?
-
Ale...
-
Spokojnie. Nic mi nie zrobiła. Jest ok.
-
Na pewno?
-
Mmmmm. Ale wiesz co? Będzie jeszcze lepiej, jeśli pójdziesz do
sklepiku na drugim końcu korytarza i kupisz mi żelki.
-
Marzysz tylko o tym królowo?
-
Spełnią się moje marzenia.
-
A więc biegnę-powiedziałem i pobiegłem do sklepiku.
Płacąc
za żelki usłyszałem krzyk. Szybko zapłaciłem i popędziłem do
sali. Na podłodze leżała Naty.
-
Naty! Bardzo Cię boli? Zaraz zawołam lekarzy!
-
Nie Maxi- po jej policzku spłynęła łza- chodzi o to, że nie
boli. Bo nic nie czuję. Nic!
-----------------------------------------------------------------------
Wszyscy
myśleliśmy, że ich historia zakończy się HAPPY ENDEM. Czy na
pewno?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















